Miniwystawa – Ołowiane żołnierzyki

Kilkadziesiąt XIX-wiecznych ołowianych żołnierzyków: można oglądać w holu Muzeum Zabawek i Zabawy na kolejnej miniwystawie z cyklu „Ciekawostka miesiąca”. Jest piechota, kawaleria, są konie, a nawet wielbłądy, różne mundury i uzbrojenie.

Kilkadziesiąt XIX-wiecznych ołowianych żołnierzyków: można oglądać w holu Muzeum Zabawek i Zabawy na kolejnej miniwystawie z cyklu „Ciekawostka miesiąca”. Jest piechota, kawaleria, są konie, a nawet wielbłądy, różne mundury i uzbrojenie. Na wystawie znajduje się także matryca do odlewu żołnierzyków oraz drewniane pudełko i woreczek w którym chłopcy przechowywali ołowianą armię.

Historia ołowianych żołnierzyków
Moda na ołowiane żołnierzyki rozpoczęła się w 1913 r., gdy Herbert G. Wells wydał „Małe wojny”. Zaproponował on system, który z założenia miał być grą, toczoną przy pomocy miniaturek z ołowiu. Ołowiane żołnierzyki można już było wtedy kupić w sklepach, ale większą frajdę sprawiała własnoręczna produkcja. Był to proces dosyć niebezpieczny, ale chłopcy pod okiem dorosłych tak właśnie mogli spędzać czas. Sama produkcja była równie fascynująca jak późniejsza zabawa. Roztopiony ołów (np. w piecu) wlewało się lejkiem do skręconej z dwóch części foremki. Kiedy ołów zastygł, wyciągało się z formy figurkę. Następnie trzeba było wyszlifować poszarpane brzegi i oczywiście pomalować zgodnie z obowiązującym kanonem militarnym. Tak powstawały całe armie, gotowe do walk. Jeśli żołnierzyki uległy jakimś deformacjom (wiadomo: wojna nie matka;), można je było przetopić od nowa. Zanim pojawiły się wojenne gry komputerowe, wcześniej nastąpiła epoka plastikowych armii masowo produkowana i rozprowadzana w sklepach z zabawkami. Już wtedy ołowiane żołnierzyki zaczęły znikać z dziecinnych pokoi. Dziś należą do historii.